wtorek, 20 stycznia 2015

Gdzieś w kącie "szczęśliwego" domu..

To ja.
Są momenty gdy czuję ogromną niesprawiedliwość tego świata.
Psychika siada mi już od słyszanych zewsząd słów:
"Do niczego się nie nadajesz", "Nic nie potrafisz" "Jesteś NIKIM"
Małe pociski wypuszczane z ust najbliższych w moją stronę. 
W sekundę rozrywają serce, duszę i umysł.
"Wczoraj" jeszcze walczyłam o rację, o moje JA
Dziś mi się już nie chce, dziś zaczynam wierzyć, ze oni mają racę. 
Może faktycznie jestem kulą u nogi całej rodziny
Może jestem niepotrzebna, ba wręcz przeszkadzam.
Jestem niewdzięczna i pyskata i na pewno w życiu nic nie osiągnę, bo oni tak twierdzą. 
Jestem złą córką, najgorszą siostrą jaka mogła tylko być, jestem złym człowiekiem
Piszę to, a klawiaturę zalewa mi potok łez.
Jedna łza goni poprzednią.
Cały policzek zamienia się w skałę po której spływa wodospad słonej mazi. 
Jest mi przykro....
Jest mi źle, mimo, że mam "wszystko".
Mam dość kłótni - bo i tak nigdy nie pozwolą mi postawić na swoim
Mam nadzieję, że nie będą zdziwieni jak pewnego dnia zniknę.
Tak po prostu wyjdę z domu, bez zamiaru powrotu.
Bez słów pożegnania...
Mam nadzieję, ze wtedy było by im lepiej, może byliby szczęśliwi
Wolni, może..
Bo przecież to co złego to moja wina
Nie zaprzeczam, to z całą pewnością moja wina
...

czwartek, 25 września 2014

Tworzymy naszą małą nieskończoność.

To ja.
Odzwyczaiłam się od samotności.
Niemal o niej zapomniałam.
Nie chcę by wracała, boję sie jej powrotu.
Tak cholernie boję się zostać sama.
Kiedy już znalazłam jakiegoś naiwnego człowieczka, który chce być przy tej małej sierotce jaką jestem,  to Chwała Panu za niego.  
Jestem dziwna, On też.
Często go nie rozumiem, pewnie dlatego, że Jego myśli docierają głębiej..
Biję, gryzę i dokuczam, nie pozwalam Mu dojść do głosu, krzyczę i zawsze stawiam na swoim.
Mam wrażenie, że wywieram na nim ogromny nacisk.
Jestem okropna, ledwo sama ze sobą wytrzymuję.
Cieszę się, że Bóg zesłał mi mojego Anioła Stróża na Ziemię.
Współczuję Mu.
Tak ciężko to chyba nikt nie miał. podjął się nie lada wyzwania.
Anioły mają to do siebie, że są z nami wtedy kiedy ich najbardziej potrzebujemy.
Mój to jest Anioł Całodobowy.. Jest ZAWSZE!
Lepiej, on nie tylko "jest".
On bierze aktywny udział w mojej codzienności.
Należy do mnie. Ja do niego.
Tworzymy egzystencjalną całość.
Jesteśmy jednością mimo, że tyle w nas przeciwieństw.
On się stara, buduje naszą więź, Ja ją niszczę.
On cierpliwy i wyrozumiały, Ja niecierpliwa i uparta.
On chce dla mnie jak najlepiej, Ja nie wiem czego chcę.
Opanowany -impulsywna
Spokojny-Kapryśna
Bezinteresowny- zachłanna.
Zdolny do miłości- zdolna do jedzenia.
DOBRY- ZŁA
Ogień- Woda
ON-JA.

Boże dziękuję Ci za niego. Zmienia mnie. Pozwala mi stać się kimś lepszym.
Gdybyś jeszcze sprawił bym go nie raniła...
Oddałabym wszystko by tak było.
Nie jestem idealna i daleko mi jeszcze do tego by choć odrobinę się do tego zbliżyć.
Lecz proszę, Boże daj mu siły by kroczył ze mną drogą do doskonałości.
Dłuuuugą i trudną. Pełną wyzwań, bólu i trosk.
Nie obiecuję, że na końcu będzie nagroda, że będzie jakieś szczęśliwe zakończenie..
Jest mi potrzebny, bez niego upadam.
Na chwilę obecną, nie potrzebuję niczego więcej, bo mam Jego.
Z nim jedna sekunda zmienia tysiąc następnych.
Pomimo wszystkiego co robię "nie tak" mam ochotę mu wykrzyczeć "NIE ZOSTAWIAJ MNIE"
Nie teraz, nie jutro, nie nigdy...
Bo w tych najgorszych momentach to właśnie on jest moim tlenem.

wtorek, 4 marca 2014

Ja Ciebie też.

To ja.
POTRZEBUJĘ CIĘ!
Jesteś nieodłącznym elementem mojej egzystencji.
Pamiętam nasze początki.
Czułam się winna, winna za uczucie, które u Ciebie wywołałam.
Uczucie, którego się bałam.
Byliśmy tylko przyjaciółmi, jednak tak trudno było mi wyrwać się z twojego uścisku na pożegnanie,
każdego wieczora.
Zawsze przyglądałeś mi się tak jakbyś szukał we mnie elementów, których nie dostrzegłeś wcześniej.
Od początku byłeś mi bliski.
Próbowałam wybić sobie Ciebie z głowy- bezskutecznie.
Dziś wiem, ze przed miłością nie warto się bronić.
Ma taki arsenał, że nikt sobie z nią nie poradzi. 
Dziś skrywamy swoją miłość w zakamarkach dusz, gdzie stała się nieśmiertelna.
Dziękuję Ci za to, że walczyłeś. 
Mój rycerzu <3

niedziela, 19 stycznia 2014

Odrobina pomocy.

To ja.
Błagam pomóż mi.
Pomóż mi żyć!
Jestem zraniona, zagubiona i samotna.
Ludzie uciekają ode mnie, ja uciekam od nich.
 Zgubiłam sens swojego istnienia, jestem nikim, niczym.
Jak mówi Biblia..jestem garstką nic nieznaczącego prochu...
Nie mam siły. Nie mam siły by wstać każdego dnia.
Nie mam siły by iść przed siebie, nie mam siły by oddychać.
Z trudem stąpam po cienkiej granicy między życiem a śmiercią.
Wiem, ze ani jedno, ani drugie nie da ukojenia.
Cholernie ciężko jest żyć kiedy każdy oddech boli, a łzy nie dają wytchnienia.
Jedna kropla spływa za drugą...tak jakby chciały dogonić poprzednią.
Oczy już tak przemęczone z bólem się zamykają, tylko po to by móc za chwile się szeroko otworzyć z dodatkowym krzykiem na ustach.
Kolejny koszmar? Nie, to codzienność.
Świadomość, że nie warto.
Chciałabym uciec.
Uciec od bólu.


wtorek, 23 lipca 2013

Chwila ukojenia, w momencie zapomnienia.

To ja.
A po drugiej stronie Ty.
Wyłącz nutę, która leci...o Tu na górze. Zatrzymaj tą psychiczną melodię i włącz kawałek, który rozrywa cię w środku. Kawałek, który czujesz, który lubisz.
Już? Wspaniale. Teraz możesz czytać moje wypociny.
To ja.
Dławię się. Dławię się tą monotonią.
Tą codzienną szarością.
Rzygam każdym oddechem, skażonym powietrzem.
Jak to dobrze, ze istnieje muzyka.
Taka prawdziwa, taka, której słuchasz i wiesz, że cię rozwala od środka.
Masz na maxa pogłośnione głośniki.
Ciary na rękach. BOSKO.
Odpływasz.
Wspaniała ekscytacja paroma dźwiękami.
Uzależnienie od basów.
Tak, chyba na to choruję.
Zero lekarstw, zero lekarzy. Wspaniałą choroba, z której nie zamierzam się leczyć.
Wkręcasz się coraz bardziej i bardziej.
Twoje myśli szybują po pięciolinii nut.
Muzyka jest tak głośno, że nie słyszysz nikogo.Niczego.
A jednak tak cicho, że słyszysz wszystkie swoje myśli. Nawet jeżeli są w formie cichego szeptu w twojej głowie.
Magia, bejbe.
Nie chcesz, a palce same idą w rytm piosenki, która leci w twoich głośnikach.
Nieświadomie twoje usta zaczynają wypowiadać słowa tekstu.
Wkręcasz się.
Masz ochotę krzyczeć.
Dostajesz takiego kopa, ze czujesz, ze mozesz wszystko!
Skarbie, takiego powera nie da Ci żaden energy drink.
Prawdziwa fascynacja.
Eksplozja dźwięków. 
Serce chce wyskoczyć z klatki piersiowej.
Potem czujesz, ze zbliża się ten okropny moment.
Moment, w którym jest nieunikniony, który zbliża do końca.
Nie chcesz tego.
A i tak wszystko milknie.
Kończy się ta parominutowa piosenka.
Kończy się chwila uniesienia.
I zostaje taki niedosyt. 
Replay. Jedyny ratunek
Magiczny przycisk, który znów wprowadza cię w ten euforyczny stan.

czwartek, 11 lipca 2013

Codziennie bliżej końca, pięknie.

To ja.
Wszyscy uważają mnie za pełną entuzjazmu dziewczynę, która potrafi machać i uśmiechać się do zupełnie przypadkowych ludzi, a tak naprawdę nie zdają sobie sprawy, jaka potrafię być nieśmiała i skromna.
To przykre, że wszyscy myślą, że nie mam problemów, bo każdemu zawsze pomogę i przejmuję się nimi bardziej niż sobą.
Nikt nie ma pojęcia, że potrafię przepłakać całą noc skręcając się z bólu, a rano nakleić sobie smajla i pokazać, że nic nie może mnie złamać. 

Noszę tą maskę tak długo, że już automatycznie pokazuję, że jest "OKEJ" mimo, że moja dusza woła o odrobinę pomocy.
Zaczyna mnie denerwować ta dziewczyna, którą widzę w lustrze.
Wmawia każdemu, że jest sobą i nie zamierza się zmieniać. Tymczasem prawdzie "JA" siedzi jej gdzieś głęboko w środku. 

Nie dopuszczam do siebie myśli, że postać, którą wykreowałam nie pokazuje prawdziwej mnie. 
Oszukuję wszystkich. Oszukuję samą siebie. 
 Z jednej strony chcę być odbierana jako pozytywna osoba, potrafiąca cieszyć się każda pierdołą,
z drugiej zaś boli mnie to, ze ludzie widzą tylko tą powierzchowną warstwę mnie.
Tfu. nie tyle ją widzą, co tylko ta warstwa im wystarcza by mnie ocenić. Zamknąć w schematach. 
Zaszufladkować jako "beztroska osoba".
Boli to, że nikt nie zagłębia się tak by poznać mnie. Mnie jako mnie.
Niby jestem "otwarta", a tak naprawdę siła z jaką zamykam się w sobie jest niewyobrażalna. 

Nie wiem czego chcę, nie wiem jaka być chce.
 Czuję się tak mega zagubiona. 
Nie wiem jakie jest moje prawdziwe oblicze.
Mam wrażenie jakbym cały czas grała, udawała kogoś kim nie jestem.
Jakbym nie miała swojego "JA".


Tyle w temacie.

"Najgłośniej­sza jest cisza, która jest wbrew naszej wo­li, wte­dy roz­ry­wa duszę i dep­cze obojętnością."

wtorek, 11 czerwca 2013

Długowieczna czasoprzestrzeń.

To ja.
Znów odczuwam ból istnienia
Coraz trudniej jest mi pisać o tym co się dzieje.
Świat pędzi ku zagładzie.
Atakują go bezrozumni, nieczuli ludzie.
Zaczynało być dobrze. Zaczynało się układać.
Już nawet przez chwilę miałam wrażenie,  że źle patrzyłam na świat.
Wydawał się lepszy.
Przez ten ułamek sekundy zauważyłam tak wiele.
Zauważyłam to czego nigdy wcześniej nie widziałam.
Szczera pomoc, współczucie, przyjaźń ponad wszystko i miłość. Miłość, która nie przemija.
Teraz wszystko prysło. Ot tak.
Znów mój światopogląd wrócił do stanu początkowego.
Ostatnio zastanawiałam się dlaczego kolor czarny jest uważany za smutny.
Odkąd pamiętam zawsze kojarzył mi się z czymś wesołym.
Tłumaczyłam sobie, iż jest to pomieszanie wszystkich kolorów świata.
Paciaja o ciemnej barwie.
Natomiast kolor biały jest najsmutniejszym kolorem.
Jest jak dusza. Zraniona i skrępowana. Bez wyrazu.
W końcu nie bez powodu mam biały pokój.
Pokój, który jest przesiąknięty pustką.
Żal wydobywający się z śnieżnobiałych ścian policzkujący mnie codziennie wieczorem.
Ciche łkanie, które jest roznoszone przez echo w każdy kąt pomieszczenia.
Krzyk o odrobinę nadziei zostawiający spustoszenie w sercu.
Łzy, które palą i niszczą duszę.
Zero ratunku dla zdrowego rozsądku, dla rozumu.
Oszalałe myśli wreszcie muszą znaleźć ujście.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Gdyby jeszcze cokolwiek miało jakieś znaczenie...

To ja
Znów nie mam siły.
Nie mam siły by walczyć ze sobą.
Nie wiem po której stronie jestem.
Co wybrać? To co powinnam czy to w co wier.
Serce czy rozum?

Krzyk pali mi krtań. Po policzku spływają łzy.
Od dawna nie mam gruntu pod nogami. 

Upadam.
Coraz trudniej jest podnieść się z dna, który niczym matka zapewnia schronienie. 

Bezpieczeństwo
Upadam.

Samotność. Ból  i cierpienie. 
Nowi towarzysze. 
Chociaż nie, są odkąd tylko pamiętam. Zawsze byli.  
Mama zawsze mi powtarzała, że KTOŚ nad nami czuwa.
Dobra dusza. 
Anioł Stróż, albo mnie opuścił albo po prostu nie istnieje.
Gdyby był moje życie pewnie byłoby inne. JA byłabym inna.
Byłabym lepszą wersją mnie
ON nie pozwoliłby mi tak bardzo zboczyć z drogi. 
Nie pozwoliłby mi się zagubić.
Zgubiłam się poszukując ludzi o nieskazitelnych duszach
Szukam głębi w ludziach. 

W zamian dostaję poczucie bezsilności i bezradnie opadające ręce.
Nie chcę być kolejną, marną, nieistotną częścią tego świata.
Zamiast podążać ślepo za wszystkimi, wolę stać w miejscu wsłuchując się w ciszę.
Ciszę, która jest przerywana przez krzyk
Krzyk wydobywający się z zachrypłego gardła.  
Błagalny krzyk o lepsze jutro. 
Czas mija. Sekunda za sekundą.
Minuta za minutą. Tydzień za tygodniem. 
Tik..Takk..Tik..Nie ubłagalnie wskazówki zegara biegną przed siebie. 
Goniąc jedna za drugą.
Mija miesiąc za miesiącem. Rok za rokiem. 

A lepsze jutro nie nadchodzi.

środa, 10 kwietnia 2013

Jest to zapisane w bliznach naszych serc.

To ja.
Dziś kolega podczas rozmowy powiedział mi "Ważne żebyś zawsze była sobą".
Śmieszne jest to, że nie wiem kim jestem.
Nie wiem jaka jestem w oczach innych.
Nie wiem kim jest ta postać, którą widzę w lustrze.
Nie znam  siebie na tyle by wydać obiektywną opinie.
Codziennie dowiaduję się czegoś innego. Czegoś nowego.
Wiem jedynie, że jestem zagubiona.
Nie umiem się odnaleźć.
Nie potrafię obrać drogi prowadzącej do szczęścia.
Nie ma nikogo kto by mnie złapał za rękę i wspólnie ze mną podążał właściwą ścieżką.
Kogoś kto pomógłby mi obrać właściwy kurs.
Nie mówię tutaj o miłości. Nie chcę jej.
Mówię o PRZYJAŹNI.
Zbyt szybko nadaję to miano ludziom, którzy na nie nie zasługują.
Sparzyłam się nie raz.
Nie raz "przyjaciel" zamienił się w wroga.
Nie raz żałowałam swoich słów, które niczym pocisk zniszczyły wszystko na czym mi zależało.
Nie raz zniszczyły więź jaka łączyła mnie z innymi.
Czasami c
hciałabym uciec od samej siebie.
Jestem człowiekiem pokłóconym samym z sobą. Pokłóconym z własnym życiem. 
Jestem pełna sprzeczności. 


Chciałabym powiedzieć coś więcej o sobie.
Jednak uważam, że człowiek jest zbyt skomplikowany by opisać go w paru słowach.

niedziela, 31 marca 2013

Jesteśmy marionetkami naszej nieświadomości.

To ja.
Znów mam świadomość, że zepsułam coś co mogło trwać wiecznie.
Po raz kolejny zniszczyłam szansę na lepsze życie.
Znów spadłam na dno.
Nie mam motywacji. Nie mam chęci, ani siły by wstać.
Ludzie mówią, że upadki są po to by wstać silniejszym. By odbić się od dna.
Straciłam nadzieje, że kiedyś wydostanę się z ciemnej otchłanni. Nicości.
Żyję, ale tak jakbym umarła.
Wszystko stało się bezsensu. Bezcelowe.
Oddychanie- to już tylko rutyna.
Już żaden wdech świeżego powietrza nie daje takiej lekkości, rześkości jak kiedyś.
Mruganie.
Kiedyś zamykając oczy dawałam ukojenie źrenicom. 
Otwierając widziałam lepszą przyszłość.
Teraz nic się nie zmienia.
Jestem przemęczona. Przemęczona tą rutyną.
Czuję jak mój umysł nie pozwala mi zrobić nic sensownego.
Nie ma przyjaciół. Nie ma szczerej rozmowy.
Ostatnio moimi towarzyszami stały się jedynie koszmary.
Zjawy senne pokazującą straszną wizję rzeczywistości.
Już się ich nie boję, mimo, że kiedyś mnie przerażały.
Stały się częścią mnie. Pokazują świat bez tej sztucznej lukrowej posypki.
Pokazują prawdę.
Przyzwyczaiłam się już do tej obojętności jaka kieruje światem.
Jestem kolejną szarą masą owej populacji.
Niczym nie wyróżniającą się istotą.
Nie wiem czego chcę.
Chyba spokoju.
Spokoju umysłu.
Męczą mnie już ciągłe walki między lewą półkulą, a prawą mojego chorego mózgu.
Ciemność stała się przyjaciółką. Wrogiem to co się w niej chowa.
Znów zaczyna się nieustanna walka między mną, a mną.
Ja kontra Ja.
Walka bez możliwości zwycięstwa, remisu czy przegranej.